czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział VIII

I think I know.



 Rose aż kipiała z wściekłości, podobnie jak jej brat, Paul. 

- I co, wybawiłaś się wczoraj? - rzucił w stronę siostry oskarżycielskim i sarkastycznym tonem.
- Co ci do tego? - odparła jadowicie.
- A tak pytam z ciekawości, wiesz? - powiedział, prychając pod nosem. - Jakby mnie to coś obchodziło. Ale, nie. Jednak mnie obchodzi co robiłaś, kiedy matka cię potrzebowała - dodał ostentacyjnie.
- Uważaj, co mówisz - powiedziała groźnie, grożąc przy tym palcem. Wyzywająco podeszła bliżej brata i patrzyła mu prowokacyjnie w oczy. - A ty, gdzie byłeś przez ten ostatni rok? Siedziałeś w tym zatęchłym Bristolu i nawet nie raczyłeś ruszyć dupy, chociażby po to, aby zobaczyć własną, chorą matkę.
- Teraz stanowczo przegięłaś - wytknął jej palcem, dosłownie przed nosem. 
 Stali naprzeciw siebie, wymieniając się morderczymi spojrzeniami. Od zawsze się kłócili. Myślała, że z tego wyrosną, każdy tak przypuszczał. Jednak zostało tak, jak było. 
 Jako że byli bliźniakami, od małego ujadali się o błahostki, teraz już o poważne rzeczy. W dzieciństwie wyglądali jak dwie krople wody z zewnątrz - te same brązowe, oczy, włosy o słomianym zabarwieniu i idealnie zarysowane linie twarzy. We wewnątrz nich kryły się sprzeczne ze sobą osobowości, które można by porównać do ognia i wody. Współcześnie trudno było się doszukać u nich jednej wspólnej cechy w wyglądzie i charakterze, prócz blond włosów. Dziewczyna delikatna, szczupła o łagodnym, przyjaznym spojrzeniu. Wyglądała na osobę infantylną, ale kto tak sądził był w wielkim błędzie. Natomiast chłopak męski, przystojny i dojrzały. Tak można było uważać po jego wyglądzie. Jednak pozory mylą.
- Doprawdy? - zaświeciła słodko oczami. - Dupek z ciebie taki sam, jak i z ojca. Zasrani egoiści - odparła i przechodząc obok Paula szturchnęła go z taką siłą, że chłopak lekko skrzywił się z bólu, czego nie dał po sobie poznać, aby nie dać jej tej satysfakcji, że wygrała.
 Dziewczyna wyszła z domu i zamierzała pojechać samochodem do szpitala, jednak po gruntownym przeszukaniu wszystkich kieszeni nie znalazła kluczy, a do domu nie zamierzała wracać. Lekko roztrzęsiona ruszyła przed siebie.
 Tak, spacer pozwoli jej jakoś ochłonąć.
 Szła powolnym krokiem, starając się oddychać miarowo, by się uspokoić.   
 Przecież nie mogła stwarzać więcej problemów i tak już poważnie chorej mamie. Miała już tego wszystkiego po dziurki w nosie. To ciągłe zamiartwianie się o matkę powoli wyniszczało ją od środka psychicznie. Skąd mogła przypuszczać, że akurat dziś w nocy stan matki aż tak się pogorszy? Akurat wtedy, kiedy ona świetnie bawiła się w klubie razem z przyjaciółmi? Kiedy popijała piwo albo zabawiała się z Jacobem, matka umierała z bólu, a ona nawet o tym zapomniała. 
 Dziewczyna gwałtownie przystanęła w miejscu i zadała sobie pytanie z zaszklonymi oczami: "J a k  m o g ł a m?"
 A na dodatek ten dureń. Jak zawsze musiał jeszcze bardziej ją dobić.
 Z głębokiego zamyślenia wyrwał ją dźwięk donośnego i ciągłego trąbienia. Rose odwróciła się na pięcie, a za sobą zobaczyła Jacoba siedzącego za kierownicą w swoim przestarzałym rolls-royceu. Odetchnęła z ulgą. 
 Szybko wskoczyła do środka. Przywitał ją ciepły i namiętny pocałunek. Dziewczyna nadal lekko drżała, po tej całej kłótni i własnych przemyśleniach. Wtuliła się w swojego chłopaka.
- Rose, co się dzieje? - zapytał zaniepokojony jej zachowaniem. - Cała się trzęsiesz. 
- Możesz podwieźć mnie do szpitala? - poprosiła go drżącym i zanikającym głosem.
- Szpitala? - zapytał wyraźnie zaskoczony i zbity z tropu.
- To... - zaczęła i głośno pochwyciła powietrze w płuca, wykrzywiając rozpaczliwie twarz. - Znów mama... - wykrztusiła z siebie po chwili milczenia, łamiącym głosem.
- Ale przecież mówiłaś... - zaczął, ale dziewczyna weszła mu w połowie zdania.
- Jake... Ja nie chciałam nic mówić - popatrzyła przepraszająco.
- Głowa do góry, kochanie - powiedział i musnął lekko jej usta, na co Rose odpowiedziała tym samym.
 Jacob uznał, że nie ma sensu zadawać zbędnych pytań i czym prędzej ruszył w kierunku pobliskiego szpitala. 
 Wciąż trzymając Rose mocno za dłoń, pokazując tym gestem, że jest przy niej.


***

 Kate, aby zmyć z siebie wszystkie przemyślenia z dzisiejszego poranka wzięła zimny, orzeźwiający prysznic, który postawił ją na nogi. Doszła do wniosku, że nie może odpuścić sobie gry na pianinie, która jest jej pasją. Chociaż niosła ze sobą bolesne wspomnienia, odnajdywała tam prawdziwą siebie. Starą Kate Moore, która jeszcze nie poznała goryczy, jaką niesie ze sobą brutalne życie. 
 Po wskoczeniu w jakieś ubrania, postanowiła przejść się na spacer. 
 Dawno nie była u Rose, więc zamierzała odwiedzić przyjaciółkę, a przy okazji z nią porozmawiać. 
 Wieki temu rozmawiały w cztery oczy, na spokojnie. Zaczęła zadawać sobie pytanie, czy przypadkiem nie zaniedbuje ich relacji.
 Po pół godzinie, Kate stała przed masywnymi drzwiami wejściowymi i dzwoniła dzwonkiem. Dobijała się przez bite pięć minut. Nadaremne.   
 Najwyraźniej nikogo nie było w domu, ale czy to możliwe? Przecież ktokolwiek powinien być, chociażby sama rozchorowana pani Wright. Jednak nic nie wskazywało na to, że ktoś jest w środku.
 Zaniepokojona, wystukała numer do Rose, jednak nikt się nie zgłaszał, co było jeszcze dziwniejsze. Nie wiedząc co ze sobą począć ruszyła z powrotem tą samą drogą, którą się tu zjawiła. O tej porze ulice były prawie że opustoszałe. Przez cały czas szła gapiąc się pod nogi i wciąż próbując desperacko dodzwonić się do Rose.   Jake całkiem miał wyłączony telefon. 
 Wzburzona całą sytuacją nawet nie zauważyła, że pewnien facet biegnie wprost na nią.
 Chłopak również jakby rozgorączkowany, biegł nie patrząc przed siebie, z czego wynikła nieprzyjemna sytuacja. Chłopak wpadł na Kate z takim impetem, że obydwoje zachwiali się i odskoczyli w dwie przeciwne strony szerokiego chodnika.                           Dziewczynie mocno zawirowało w głowie. W skutek zderzenia straciła przytomność. Przerażony zdarzeniem nieznajomy szybko stanął na nogi. Widząc nieprzytomną dziewczynę podbiegł do niej i zaczął lekko nią potrząsać.
- Obudź się! Proszę, proszę, proszę! - wykrzykiwał beznadziejnym tonem. Kate słysząc nawoływania gwałtownie otworzyła powieki, wybałuszając ciemne oczy tak, że wyglądały jakby zaraz miały wylecieć z orbit. Kiedy to zrobiła, chłopak odetchnął z wielką ulgą. Już myślał, że zabił człowieka. Człowieka... nie byle jakiego. Piękną niewiastę. 
 Gdy Kate się ocknęła, zobaczyła przed sobą parę dużych, przestraszonych,  brązowych oczu, w których po chwili zajaśniały małe gwiazdki. Przez minutę wpatrywała się głęboko w jak dotąd nieznajome jej oczy i próbowała sobie przypomnieć co się stało. Czego leży na krawężniku w objęciach jakiegoś brązowookiego?
 Po chwili oprzytomniała i wszystko sobie przypomniała.
 Telefon, fala wzburzenia, niespodziewane spotkanie z twardym panem chodnikiem i mocny ból w okolicach skroni. 
- Możesz już mnie puścić - odparła wyniośle, nie chcąc pokazać nieznajomemu, że jego oczy wzbudziły w niej aż taki zachwyt i podniecenie. 
- Dzięki Bogu! - wykrzyknął ze słyszalnym wytchnieniem i rozładowaniem napięcia w głosie. - Wybacz mi, dziś taki zwariowany dzień - odparł i oboje podnieśli się z brudnego podłoża.
- Ja też mogłabym bardziej uważać - zaczęła obszukiwać swoje kieszenie.
 Chłopak podał jej zgubę - komórkę. Najwyraźniej musiała jej upaść przy tym incydencie. W momencie odebrania telefonu, nieznajomy (nie chcący, a może chcący?)  musnął Kate po zewnętrznej stronie gładkiej dłoni. 
 Przez jej ciało przeszedł słodki dreszczyk. Teraz mogła dokładniej mu się przyjrzeć.   Krótko strzyżony szatyn z prawie niewidocznym zarostem, o tych pięknych, wyrazistych oczach, w których można by było utonąć. Wysoki i dobrze zbudowany z tym słodkim uśmiechem na ustach. Kate ledwo powstrzymywała się, aby nie rzucić się na przystojniaka. Był niemal idealny!
 Za to ona niezbyt korzystnie się prezentowała. Włosy sklejone potem i wytargane niczym u Eda, a jeansy rozdarte na całym kolanie, nie mówiąc o wystrzępionej bluzce. Była skrępowana całą tą sytuacją, więc posłała mu jeden ze swoich czarujących uśmiechów (na co się musiała mocno wysilić) i powiedziała:
- To... Ja życzę spokojniejszego dnia - i odwróciła się napięcie tyłem do chłopaka, który zaskoczony rozwojem sytuacji odparł:
- Może jakaś kawa w zamian za przeprosiny? - zaproponował, a dziewczyna z wielkim trudem mu odmówiła . Zapewne potem popełni samobójstwo, ale nie mogła być tak naiwna i bujać w obłokach. Bez przesady.
- Może innym razem? - powiedziała uprzejmie, nie chcąc go urazić, ale się go pozbyć.   Już nie mogła znieść widoku tych oczu! Zerknęła ukradkiem ostatni raz na nieznajomego i ruszyła szybkim krokiem przed siebie, po chwili znikając mu z pola widzenia.
- Oby do rychłego zobaczenia - mruknął do siebie i tajemniczo się uśmiechnął.



**

 Kate kompletnie zapomniała o Rose. O wszystkim. 
 Szła przed siebie, nie wiedząc dokładnie gdzie zmierza, byle jak najdalej uciec od tych oczu. Nadal miała je przed swoimi oczami. Co w nich było tak... ujmującego? Nie mogła tego rozgryźć. Wystarczyłaby jeszcze minuta, a nie panowałaby nad swoim ciałem i oddałaby się pięknej chwili. Co się z nią dzieje? To do niej nie podobne! Karciła się w głębi duszy. 
 Ciepłe, letnie słońce przesłoniły ciemne chmury, które nie zwiastowały pięknej pogody. Nie zwracając na to uwagi, Kate nawet nie przyszybszyła - do domu było jeszcze jakieś spokojnie 15 minut drogi, bieg nic by nie dał. 
 W tym momencie rozpadał się deszcz. Ludzie, których napotykała na swojej drodze posyłali jej ukradkowe spojrzenia, niezbyt miłe. 
 Nie dziwiła się. Była doszczętnie mokra, teraz jej długie, czarne włosy splątane i mokre jak u psa, a na dodatek to podarte ubranie. Wyglądała zapewne jak bezdomny.
 Najgorsze było to, kiedy ktoś jechał (SUCHYM!) samochodem i patrzył z dumą w oczach na przemokniętą Kate. Nieznosiła tego.
 Nieszczególnie przejmowała się tymi wszystkimi spojrzeniami, bo w głowie tkwiła jej tylko jedna myśl. A raczej jedna osoba.



***

 Dokładnie cztery dni później, Kate obudziło donośne trąbienie. Ktoś celowo grzmiał bez ustanku pod jej domem. Dziewczyna na wpół zgięta podeszła do okna, drapiąc się po głowie i przecierając nadal zaspane oczy. Kompletnie nie wiedziała kogo może się spodziewać na podwórku.
 To, co ujrzała zbiło ją z pantałyku. Źrenice rozszerzyły się jej z zaskoczenia. Za kierownicą auta siedział nikt inny, jak Ed.
 Kiedy zobaczył ją w oknie, wyskoczył ze swojego pojazdu i ruszył ku drzwiom. 
 Kate nie miała pojęcia co on tu robi. Przecież miał tu być dopiero w piątek! Popędziła do przeciwległej ściany, gdzie znajdowała się komoda. Szukała w niej swojego kalendarza, przewracając wszystko znajdujące się w szufladzie.
 Może to z nią jest coś nie tak? Ale, nie. Dziś jest środa. Odetchnęła z ulgą. Coś musiało się stać. 
 Dziewczyna czym prędzej wsunęła na swoje nagie nogi obszerne spodnie dresowe i zbiegła na dół. Sheeran właśnie wchodził do środka.
- Wiem, że z tobą jest coś nie tak, ale... Przecież teraz powinieneś być w studio! - powiedziała dramatycznie.
- Malutka zmiana planów. Zbieraj się, masz dokładnie - spojrzał na niebieski zegarek, który miał na lewym ręku. - Czterdzieści trzy minuty - posłał jej rozbawione spojrzenie.
- MALUTKA? - pisnęła przerażona. Teraz całkiem nie wiedziała co jest grane. 
- Nie marudź, tylko rusz się, nie mamy czasu. Wieczorem musimy być w studio - powiedział bez ogródek zniecierpliwionym tonem, na co dziewczyna szeroko rozdziawiła usta i wybałuszyła oczy.
- Musimy? - odparła z naciskiem na "MY".
- Potem Ci wyjaśnię, a teraz śmigaj na pięterko i bierz te swoje wszystkie najpotrzebniejsze fatałaszki. Londyn czeka! - znów spojrzał znacząco na tarczę tykającego zegarka, a potem podniósł wzrok na nią - Czterdzieści minut.
- Chyba żartujesz - odparła, zakładając, że to tylko kiepski żart.
- A czy wyglądam? - odrzekł całkiem poważnie. Teraz zrozumiała, że nic mu się nie pomyliło.
  Ale do czego była mu potrzeba w tym studiu? Trapiło ją to pytanie, kiedy brała szybki prysznic. Na dodatek nie słyszała się, ani też nie widziała z Rose i Jacobem od ostatniego wypadu do klubu.  
 Zaczęło coś ją niepokoić. Jednak nie było czasu na przemyślenia. 
 Następnie zabrała ze sobą swoje wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, które spakowała do dwóch, pakownych walizek o ciekawych rozmiarach.  
 Ed co pięć minut krzyczał z dołu ile czasu jej jeszcze zostało. Dumna z siebie, że wyrobiła się w tak krótkim czasie ruszyła ku i tak niedługim schodom. Jednak wizja toczenia się z dwoma ogromnymi walizami nie bardzo się jej spodobała,więc znacząco chrząknęła. Sheeran krzątał się po domu. Dziewczyna chrząknęła drugi raz, co poniosło się prawie że echem po całym półpiętrze.
 W końcu u podnóży schodów pojawił się chłopak. Teraz to on miał przerażoną minę.
- Zwariowałaś?! - odparł, a kiedy pochwycił od Kate dwie mosiężne walizki, ta popatrzyła tylko na niego wymownie i skierowała się do kuchni. 
- Tak, zwariowała - odpowiedział sam sobie, kiedy dziewczyna znikła z jego pola widzenia. Nie było to lada wyzwanie to targanie tych ciężkich toreb do samochodu.  
 Kate pochwyciła pierwszą lepszą kolorową karteczkę samoprzylepną, która nawinęła jej się w dłonie i niezgrabnie nabazgrała: "Jeśli masz się wściekać, wściekaj się na Eda. Całuski, odezwę się jak dojadę! "
 Kiedy skończyła przylepiła kartkę na lodówce i wyszła z domu zatrzaskując za sobą drzwi. 
  Co jak co, ale mimo wielkiego zaskoczenia dziewczyna drżała z podniecenia, że nareszcie zobaczy na własne oczy Londyn, w którym nigdy nie była. Nie było to tak strasznie daleko, ale nie miała większej potrzeby, aby zawitać do tego miasta.  
 Sześciogodzinna podróż nie była tak bardzo wykańczająca. Dziewczyna wciąż próbowała desperacko skontaktować się z przyjaciółmi. Dzwoniła do Jake'a i Rose na zmianę, prawie że bez ustanku. 
- Ja tak samo nie mogę się z nimi skontaktować - odrzekł zrezygnowany w pewnym momencie Ed, widząc zaniepokojoną Kate ściskającą mocno w swych wysmukłych i długich palcach komórkę. Ona popatrzyła na niego równie wyeksploatowanym wzrokiem, co on.
 Teraz jej oczy były większe, ciemniejsze i chłodniejsze niż zazwyczaj. Zapewne to przez tę deszczową pogodę.
 Dziewczyna skierowała wzrok na jezdnię, jednak widok zepsuły jej odbijające się od szyby krople rzęsistego deszczu, które zamazywały wszystko dookoła. 
 Rudzielec jedną wolną ręką złapał szczupłą dłoń Kate. Jego dotyk był nawet kojący. 
- Nie ma sensu wciąż się dobijać. Jeśli będą chcieli, odezwą się - odparł z udawanym, stoickim spokojem. Sam w to nie wierzył i martwił się tak samo jak Kate.
 Ona wypuściła głośno powietrze z płuc i przymknęła oczy. 



Lots Of Love ~ Marakselox



30 komentarzy:

  1. Ciekawie piszesz będę odwiedzać :) Zapraszam do mnie
    http://opowiadambajkii.blog.pl/
    Powiedz jak Ci się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresował mnie Twój blog, bardzo mi się podoba i czekam na więcej ;3
    Będe tutaj częściej zaglądać ^^
    obserwuję ;3

    http://cytruska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, coś czuję, ze w Londynie spotkają tego Brązowookiego. Tylko niech Cię nie korci, żeby go spiknąć z Kate! Ona jest zarezerwowana dla Eda!

    Co do bohaterów, możesz wprowadzić do akcji jakąś wredną zołzę, która będzie podrywać Edzia, ale on i tak wybierze Kate. A Zołza okaże się mimo wszystko dobrym człowiekiem i będzie z Brązowookim. Co Ty na to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam już pewien pomysł, ale nie zdradzę go ^^
      Dziękuję Ci bardzo za tę propozycję jak i za stałe odwiedzanie bloga <3
      Pozdrawiam xoxox

      Usuń
  4. ciekawy rozdział :)
    +dzięki za miłe komentarze na moim blogu, pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. mmmmm .!! jaki piękny wystój bloga .! <3 zakochałam się po prostu, zarówno w treści i jak i w samym wyglądzie. *o* za opuściłam się w komentowaniu ja nie wiem jak to się mogło stać .! : O dlatego bardzo bym prosiła, jeśli byłaby taka opcja mogłabyś mnie informować za pomocą gg że coś tutaj dodałaś, bo jednak skleroza nie boli, wiesz jak to jest . XD starość nie radość, haha. XD oto tu zostawiam mój numer- 5142041 byłabym bardzo wdzięczna .<3
    a wracając do rozdziału, bardzo mi się podoba (jak każdy z resztą. ;p) Ed chyba ma poważne zamiary w stosunku do Kate w sensie muzyki . ;D martwię się o mamę Rose. :c oby wszystko się ułożyło, bo śmierć mamy mogłaby ją zniszczyć . :c
    + a co do tego bohatera, to może jakiś czarnych charakterek, który porządnie namiesza.?tylko moim zdaniem nie pod postacią jakieś gwiazdy , tak po prostu . :)
    ++czekam z niecierpliwością na następny. :)
    +++życzę weny i gorąco pozdrawiam .! :) xxx
    ~Asia. c:

    OdpowiedzUsuń
  6. Zakochałam się w twoim blogu. I w opowiadaniu i w wyglądzie! Będę tu częściej wpadać..


    Zapraszam na bloga:
    karoo-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny kolejny rozdział ;)
    ciekawie piszesz ;p
    bd tu zaglądać ;>

    http://foreveryoung-b.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny blog. Ciekawie piszesz. I to chyba najlepszy rozdział. Muzyka na początku też spoko . :)

    http://swiat-nati.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. ciekawe i inspirujące dużo tekstu :D wiesz fajnie sie czyta ale czsami tekst pokrywa sie z białym tłem a on jest biały i zle sie czyta ale jest ok zaluaj do mnie http://www.kari.e-blogi.pl/skomaj błagam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy rozdział. ;) W ogóle fajnie piszesz. ;) Mam nadzieję, że wkrótce dodasz następny rozdział.KWIAT0047 ma rację, muza na początku jest ekstra.
    Zapraszam również na mojego bloga. http://dreamscometrue-greeneyes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawy rozdział ;) Bardzo fajnie piszesz ! Uwielbiam tę piosenkę :D

    zapraszam do mnie :
    http://letmeloveyou1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Podoba mi się Twój sposób pisania. Naprawdę super, fajnie się czyta :)
    Pozdrawiam xoxo

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawy rozdział ;3 Biorę się za czytanie od początku.
    Mój ulubiony zespół - Paramore ♥.
    Obserwuję i pozdrawiam, xx.

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział bardzo fajny
    zabieram się doczytanie całego bloga masz talent !

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział zajebisty!!!
    Piszesz świetnie ;*
    A oto mój blog dopiero zaczełam;)
    http://lifeisnotafairytaletori.blogspot.com/2012/12/witam.html
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  16. świetne rozdziały i ogólnie cały blog :)
    bardzo mnie cieszy że rozdziały są takie długie...+obserwuję :)
    pozdrawiam xx
    http://a-love-stor.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Boskiii rodział
    Blog bardzo mi sie podoba więc bd tu zaglądac :D
    http://loveit626.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Sama piszesz ? Jeśli tak, to masz talent, ciekawie piszesz. ;3 pozdrawiam. ;]

    OdpowiedzUsuń
  19. Łaał masz talent do pisania :)) Super opowiadanie.
    Zapraszam: blueberryever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. KOCHAM TA PIOSENKE ♥ i swietne opowiadanie : D

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny rozdział ! +świetne tło. :>
    Zapraszam w wolnej chwili do mnie, mam nadzieję, że blog się spodoba na tyle, abyś wpadała częściej/obserwowała. :))

    OdpowiedzUsuń
  22. Ciekawie piszesz :) Bardzo fajny wpis i ciekawa koncepcja bloga myśle że może mój blog również mógłby Ci sie spodobać http://rockandmetalsanctuary.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. Sposób pisania masz wyborny i niczego mu nie brakuje ;) (jak ty to robisz, to ja nie wiem, masz już jakies blogi za sobą, czy co?) . Historia świetna, oby tak dalej ;)

    kampai.blogujacy.pl

    OdpowiedzUsuń
  24. super się to czyta;)

    masz wielki talent

    obserwujemy? http://poower-puff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. jestem fanką już od kilku tygodnie. :)
    Zapraszam do mnie : http://koalamisdeeds.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. Ale super !
    Fajnie się to czyta,zapraszam do mnie
    http://zakreconyswiatnastolatkow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. O matko zakochałam się w tym opowiadaniu *_* Naprawdę świetnie piszesz, czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie chce nikogo wytykać palcami, ale niektórzy są troszeczkę nie mili. Dodają komentarz typu: fajnie piszesz zapraszam do siebie < LINK >. Moglibyście chociaż coś innego napisać a nie w kółko to samo. Bądźcie kreatywni. A co do posta to nieziemski!!! KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM !

    OdpowiedzUsuń

PROSZĘ O NIESPAMIENIE LINKAMI DO BLOGÓW NA STRONIE GŁÓWNEJ, JEST NA TO PRZEZNACZONA STRONA "WASZE BLOGI"!
Za każdy szczery komentarz bardzo dziękuję. Wiedz, że dzięki Tobie na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech! :)