czwartek, 7 lutego 2013

#1 ONE-SHOT: @DokuritsuShita

 Gwałtownie otworzyłam oczy. Wciąż zaspane i przyćmione promieniem słonecznym, przedzierającym się przez granatowe zasłony.
 Pierwszą myślą był On. Od razu poczułam ukłucie po lewej stronie klatki piersiowej. Zresztą... czuję go od trzech miesięcy, czternastu dni i... (tu spojrzałam na zegarek, który wskazywał dokładnie 12:35) dziewięciu godzin. Od momentu, kiedy oznajmił mi, że jedzie w trasę i musimy się rozstać, ból i pustka goszczą w moim sercu, czujące się niczym u siebie. 
 Myśl o nim nie odstępuje mnie ani na krok. Ciągle mam przed oczami tę scenę, jak mi tłumaczy, że jemu też jest trudno. Ta bezsilność w głosie. Ten ból w jego niebieskich oczach.
 I w tym tkwi problem. Przez to, że on także cierpi, ja cierpię podwójnie. Lepiej byłoby, gdyby powiedział, że to koniec, ma mnie w dupie i woli karierę. Jednak ja widziałam, że jest mu ciężko i trudno podjąć właściwą decyzję. Sama wiedziałam jaką rolę grają marzenia i spełnianie siebie w naszym życiu. Cieszyłam się, że doszedł tak daleko. Nadal się cieszę, ale to już nie to samo.
 Jednym słowem brakuje mi go. Jego głosu. Jego ciała. Śmiechu. Uśmiechu. Gorącej czekolady. Pocałunków. Dotyku. Tatuaży. Włosów. Oczu. Ust...
 Przetarłam oczy i wzięłam się w garść. Poczłapałam do łazienki. Jak zwykle pierwszą czynnością było spojrzenie w lustro.
 Po drugiej stronie stała zmarnowana i zgarbiona blondynka ze smutnym i wycieńczonym spojrzeniem. Wargi zaciśnięte w prostą, wąską linię. Brak miłości mi nie służy, pomyślałam i odkręciłam kurek z gorącą wodą, która powoli napełniała wannę.
~~
 Kiedy zaczęło zmierzchać nogi same mnie tam poniosły. Ostatnio ciało miało nade mną większą władzę niż umysł. W sumie nie robiło mi to większej różnicy.
 Dotarłam na czubek góry. W oddali piękny zachód słońca, który chyba nigdy mi się nie znudzi.
 Dziś też spróbuję, pomyślałam. Nigdy dość.
 Cierpliwie poczekałam, aż słońce całkiem zniknie za horyzontem i zaczęłam odliczanie. Zamknęłam oczy.
 1... 2... Odliczałam w pamięci, jak zawsze. Kiedyś skutkowało.
 3... Robiłam z siebie idiotkę, ale nie mogłam się oprzeć pokusie i nie spróbować. 
 4... 5... 6... Desperacko pragnęłam, by wróciły do mnie te wszystkie szczęśliwe chwile. Jedna łza.
 7... 8... Czułam, że to koniec, a my już nigdy nie będziemy razem. Ale miałam małą nadzieję. I wierzyłam.  Dwie łzy.
 9... 10.
 Nic.
 Nadal nie otwierałam oczu, łudząc się, że opóźnił liczenie i już zaraz poczuję, jego oddech na karku i słodki pocałunek w szyję. Jednak za mną rozległ się brzęk gitary i pierwsze słowa piosenki: I should ink my skin with your name And take my passport out again just replace it.. 
 Chyba miałam już lekką paranoję. Nawet, jeżeli to wszystko jest moim wymysłem, chciałam by trwało wiecznie. To uczucie. Jego głos...
 Wciąż stałam niewzruszona, w tym samym miejscu. Nie potrafiłam wykonać żadnego ruchu. Teraz mocniej zacisnęłam powieki, wskutek czego, ponownie popłynęło kilka słonych łez. 
 Jego głos spowijał moje ciało. Czułam, że w tym momencie nie brak mi niczego i ta chwila mogłaby trwać wiecznie.
 Przy tym utworze zawsze na zmianę płakałam jak i uśmiechałam się. Teraz nie było inaczej.
 Kiedy wszystko ucichło, powoli się odwróciłam. Nawet nie zdążyłam spojrzeć, już ściskał mnie z całych sił. Znalazłam zgłębienie w jego szyi, jak kiedyś. Jakby wciąż na mnie czekało.
 Jednak to prawda. Jest tu. Ze mną.
 Musiałam na niego spojrzeć. Podniosłam głowę i nasze spojrzenia się spotkały. W jego niebieskich oczach widziałam wielki ból. Ponownie skapnęło mi kilka łez, a on jakby pozbierał je kciukiem z mojego policzka. 
- Wszystkiego najlepszego - uśmiechnął się blado. Ja popatrzyłam na niego niczym na głupka, marszcząc czoło.
- Zapomniałaś? Dziś drugi luty - uświadomił mnie swoim dźwięcznym barytonem. Nie bardzo obchodziło mnie to, że mam dziś urodziny. Ważne, że on tu jest.
- To przez Ciebie – odparłam słabym głosem, tonąc w jego oczach. Wciąż trzymał mnie w ramionach.
- Postaram się to naprawić. Nie chcę stracić tego co... - nie dokończył, bo zamknęłam jego usta namiętnym pocałunkiem, którego tak bardzo mi było brak przez te minione miesiące. On oddał go z większą namiętnością i uczuciem. Z trudem oderwałam się od jego warg. Oparłam swoje czoło o jego i sapiąc, wydukałam tylko:
- Kocham Cię, Ed.
Sheeran odparł tylko małe „wiem”, które w zupełności mnie zadowoliło. Było jak dawniej. Znów przylgnęłam do jego warg.
- Naprawimy to – wyszeptał w pewnym momencie, z nikłym uśmiechem na ustach. Nasze usta ponownie się spotkały, tym razem podczas delikatnego, ale wiecznego pocałunku.


Lots of love ~ 

10 komentarzy:

  1. Mam pytanko. Co to imagin ? Myślałam że chodzi o obrazek, ale jednak nie xd. I drugie pytanko to jest ciąg dalszy czy coś nowego ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIEE! To nie jest ciąg dalszy, nic z tych rzeczy. Imagine z j. ang. oznacza wyobrażać sobie, natomiast image to "obrazek" jak napisałaś ;) Imagine to tak jakby takie małe opowiadanie, które ma na celu to, by wyobraźić sobie, wczuć się w głównego bohatera. Mam nadzieję, że pomogłam. Jeżeli masz lub będziesz miała jeszcze jakieś pytania tego typu, możesz zadać mi je, klikając u góry w "Zadaj mi pytanie". xx ~P.

      Usuń
  2. Aż mi ciarki przeszły jak czytałam ten imagin ;o, a to się żadko zdarza uwierz mi jak czytam coś takiego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest świetny! miałam ciarki! kocham cie!♥

    OdpowiedzUsuń
  4. fantastyczny♥ będzie więcej imaginów z Edem? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imaginy robię na zamówienie, więc to zależy od ludzi, ale tak, niedługo pojawi się imagin z Edem :) xx

      Usuń
  5. BOŻE, WSPANIAŁE! Świetny styl, łatwo się wczuć i na dodatek ED! Uwielbiam Go <3
    +Obserwuję i na pewno jeszcze tu wrócę ^^
    ++ Zapraszam do mnie - http://wingsofhunger.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

PROSZĘ O NIESPAMIENIE LINKAMI DO BLOGÓW NA STRONIE GŁÓWNEJ, JEST NA TO PRZEZNACZONA STRONA "WASZE BLOGI"!
Za każdy szczery komentarz bardzo dziękuję. Wiedz, że dzięki Tobie na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech! :)